czyli średnio-na-jeża heroiczna walka człowieka o zostanie facetem. Historia z taką masą szczegółów że tylko transseksualistów to zainteresuje.

Pierwsza wizyta u seksuologa

10.10.2014

Dzień dobry, Robert się nie nazywam, ale takie imię też dobre. 

Będę pisać posty w każdy dzień gdy proces korekcji płci posunie się choć trochę na przód. Posty są wyświetlane od najstarszego do najmłodszego, więc scrolluj w dół by posuwać się dalej w historii. Uwzględnię wszystkie możliwe detale oraz osobiste przeżycia, przy czym jest to opis tylko mojej "przygody" i nie będę się wypowiadał za nikogo innego.


Więc od razu do sedna. Dziś byłem na pierwszej wizycie u seksuologa, co jest zazwyczaj tym pierwszym krokiem. Musze jednak przyznać że wyrwałem się trochę z kolejności i miałem już ze sobą opinię od terapeuty Daniela Cysarza, ale o tym jak ją dostałem napiszę jak ktoś będzie chciał.


Seksuolog którego wybrałem, (a może raczej czułem się na niego skazany, ponieważ był jedynym w moim miejscu zamieszkania o jakim wiedziałem że prowadzi leczenie transseksualistów), był Zbigniew Liber. Tu link do opinii ludzi o nim: http://www.znanylekarz.pl/zbigniew-liber2/lekarz-rodzinny/krakow


Przeczytanie tamtych komentarzy nie dodało mi wiele otuchy, ale cóż innego mi pozostało jak się do niego umówić. Mój chłopak musiał mnie trzymać za rękę bo boje się dzwonić do obcych ludzi jak dziecko, ale pani w recepcji była miła i dostałem termin na kilka dni wprzód, godzina 11.00. Poszedłem na Oboźną 4 kiedy nadszedł czas. Jako recepcjonistka pracowała pielęgniarka i przed przyjęciem do doktora zbadała mi ciśnienie, zapisała na karteczce i kazała wejść z nią do gabinetu. 

Lekarz przyjemnie mnie zaskoczył zadając mi pytanie "Jak się formalnie nazywasz?". O ile się nie mylę, to implikuje że domyślił się z mojego wyglądu że raczej przyszedłem z transseksualizmem niż z problemami z zajściem w ciążę. Doktor zwracał się do mnie "Robert", chyba że czasami tego nie robił i mówił w formie żeńskiej. No cóż. Chwilę zajęło uzupełnianie danych o miejscu zamieszkania, PESEL itp, po czym długa lista pytań o choroby w rodzinie. Jaskra, padaczka, cukrzyca, problemy z tarczycą, choroby psychiczne, łuszczyca i tak dalej, różne rzeczy które najwyraźniej można odziedziczyć. Czy przeszedłem różyczkę, odrę, ospę wietrzną, świnkę. Problemy ze wzrokiem albo słuchem. Ile trwa mój okres, ile krwawienie, ile miałem lat kiedy dostałem pierwszej miesiączki. 

Po tych pytaniach rozgrzewkowych standardowe pytanie o to skąd ja biorę przeświadczenie że jestem transseksualny i odkąd się tak czuję. Potem lekko pod górkę i pytanie o ilość partnerów seksualnych i jak często się sex uprawia. Doktor ogląda opinię od terapeuty którą przyniosłem, jest na niej krótki wywiad, wyniki testów inteligencji i tym podobne. W tym momencie dzwoni doktorowi telefon. Pacjentka po drugiej stronie słuchawki się dowiaduje że jest zarażona wirusem HPV. Ponieważ jednak nie chce ona zakończyć rozmowy, doktor się wyraźnie irytuje i mówi że ona się go czepia jakby była małym rozpłakanym dzieckiem a on jej tatusiem. Opowiada żart o dziewczynce która zgubiła pieniądze i szukała ich wszędzie tylko nie w najbardziej prawdopodobnym miejscu. Osobiście żartu nie zrozumiałem, ani relacji tegoż żartu do wirusa HPV, ale siedziałem cicho. Pacjentka miała się z nim umówić na wizytę, a nie prowadzić takie rozmowy przez telefon. Doktor odkłada słuchawkę i mówi że teraz czas na badanie ginekologiczne.



Mam się rozebrać do pasa i usiąść na fotelu ginekologicznym. Siadam, serce wali mi jak młotem i jestem już cały czerwony na twarzy. Lekarz wyjmuje aparat fotograficzny mówiąc że teraz trzeba mnie obfotografować. Po zrobieniu zdjęcia zakłada rękawiczki i wykonuje badanie. Wszystko okazało się u mnie być na miejscu, ("Macica jest." cytując doktora), zrobił wymaz z pochwy i badanie cytologiczne. A może raczej pobrał próbki do badania cytologicznego. I teraz coś czego się nie spodziewałem: mam się rozebrać zupełnie i położyć. Bardziej zawstydzony w życiu nie byłem. Doktor nauczył mnie jak się wykonuje badanie palpacyjne żeby sprawdzić czy się nie ma guzków na klatce piersiowej. W końcu ryzyko raka wzrasta od brania hormonów. Po tym miałem stanąć pod ścianą. Kolejne dwa zdjęcia, jedno od przodu, drugie od tyłu.



Koniec sesji i to niesamowicie przyjemne uczucie gdy można się ubrać. Siadamy znów przy jego biurku.

Dostaję dwa oddzielne zlecenia na badania. Na jednym polecenia zbadania takich rzeczy:  FSH, LH, estradiol, prolaktyna, androstendion, testosteron. 

Na drugim: OB, morfologia krwi, PT, APTT, D-dimer, lipidogram ("bo jesteś trochę tłuściutka.") próby wątrobowe, ALT, AST, fosfataza, GGTP mocznik, kreatynina, TSH, FT4, FT3,  witamina D3, CA 125, HBs anytgen, anty HBs, anty HCV, HIV, USR, grupa krwi i kariotyp.


A na koniec, recepta!


Danazol V.simil.caps A 0,2 lag
Omnadren 250 amp N0 10


Pierwszy lek to, cytując Wikipedię: lek hamujący syntezę i uwalnianie gonadotropin oraz syntezę hormonów jajnika. Wywiera działanie androgenne, które ogranicza jego zastosowanie oraz niewielkie estrogenne i progestagenne. 










W wyniku jego zastosowania dochodzi do:
  • zahamowania owulacji
  • braku lub skrócenia trwania krwawień miesiączkowych
  • zaniku endometrium

Drugi lek, Omnadren:
Substancja aktywna:  Testosteron
Okres półtrwania: około 7-8 dni
Klasyfikacja:  Steryd anaboliczno - androgenny (iniekcyjny)
artykuł: http://sterydy.net/s,omnadren-250#ixzz3Fljp9BJl

Powoduje:
  • męskie owłosienie twarzy, tułowia i części płciowych
  • atletyczna budowa ciała
  • silny rozwój mięśni szkieletowych
  • powiększenie łechtaczki
  • wysunięcie jabłka Adama, krtani i tarczycy
  • wygląd męski


No, to po prostu testosteron jest, czyli to po co przyszedłem. Od razu 10 opakowań, najwyraźniej nie ma się co rozdrabniać.

Doktor kazał zrobić badanie u psychiatry, aby ten wystawił zaświadczenie że nie jestem chory psychicznie. Również zanim zacznę brać w żyłę czystą męskość mam wykonać badania diagnostyczne z karteczki numer 1. Karteczkę numer 2 oczywiście też trzeba użyć, ale nie musi się przed zaczęciem terapii. 

Dzięki temu że przyniosłem ze sobą pojemnik na mocz, mogłem od razu zostawić go (po napełnieniu oczywiście) na miejscu, i to załatwiało sprawę przynajmniej tego badania. Dostałem paragon, kulturalnie się pożegnałem i wylazłem uszczęśliwiony że to już koniec tej wizyty.


Czyli reasumując:
  • wykonać badania na poziom FSH, LH, estradiol, prolaktyna, androstendion i testosteronu
  • zacząć brać Omnadren,  jeden zastrzyk co 10 dni
  • wykonać badania z drugiej karteczki
  • iść do psychiatry po zaświadczenie że się nie jest chorym na mózg
  • wrócić do doktora za 6 tygodni

Gdzieś po drodze muszę także skserować opinię wydaną przez terapeutę, bo doktor potrzebuje ją mieć, a ja mam tylko jeden egzemplarz. Również muszę donieść 150zł, bo naiwnie wziąłem ze sobą 200zł. Pierwsza wizyta w końcu jest zawsze droższa.


Więc idąc do lekarza czułem się tak:













A wychodząc czułem się tak:

Problemy z badaniami

11.10.2014

Po wczorajszej wizycie u seksuologa należało pogadać o tym z matką. Moi rodzice są przypadkiem jednym na tysiąc i wspierają mnie emocjonalnie w całym tym procesie, oraz pokrywają koszty leczenia. Trudno mi uwierzyć ile mam szczęścia, biorąc pod uwagę jak to zazwyczaj wygląda w polskich rodzinkach, kiedy dziecko jest wyrzucane za drzwi gdy rodzice mu znajdą nie te ubrania co potrzeba na dnie szafy. Jestem swoim rodzicom za to niezmiernie wdzięczny, co nie zmienia faktu że dogadujemy się tak no, mniej więcej. Mimo usilnych starań rodzice nie do końca rozumieją co jak i czemu. Trudno im się dziwić, transseksualizm to nie jest najłatwiejszy koncept na tym świecie.

Do rzeczy. Pokazuje matce otrzymane od lekarza papierki. Ona jest po 3 latach studiów medycznych, więc bynajmniej nie ma czegoś takiego jak za dużo spraw technicznych. Ja się dowiaduję przy okazji że fakt iż doktor Liber był wstanie zbadać macice i jajniki palpacyjnie oznacza że jest prawdziwym fachowcem. Większość lekarzy używa teraz do wszystkiego USG co nie oznacza że tak jest lepiej. Badania z papierka numer 1 (FSH, LH, estradiol, prolaktyna, androstendion, testosteron) muszą być wykonane przed zaczęciem brania leków, bo inaczej wyniki będą zaburzone, a trzeba zbadać moje naturalne poziomy tych hormonów. Matka mówi żebym się zapisał do mojego lekarza pierwszego kontaktu (dr Romaniszyn) i poprosił go o zlecenie tych samych badań (papierek nr 1 i 2) ale na NFZ.


Zrobiło mi się głupio że wczoraj założyłem że te zlecenia będą wykonane bezpłatne, albo będą kosztować mało. Doktora Libera nie zapytałem, więc tak naprawdę nie jestem pewien czy ta cała akcja się uda. Ale pójdę do lekarza pierwszego kontaktu i pogadam z nim.








Zgodnie z informacjami dla pacjenta na stronie NFZ:

"Lekarz podstawowej opieki zdrowotnej zobowiązany jest do skierowania pacjenta na badania podstawowe w razie stwierdzenia wskazań medycznych do ich wykonania. Nie jest natomiast zobligowany do wypisania skierowań na żądanie lub prośbę pacjenta zwłaszcza jeżeli to wynika z zaleceń lekarza, u którego prywatnie leczył się pacjent."

Więc za dwa dni się okaże ile te badania będą kosztować.


W międzyczasie tu są 3 utwory które mogą ci się spodobać jeżeli sam się z transseksualizmem użerasz.

Gdy jeszcze z szafy nie wyszedłeś:



Gdy masz ochotę się poddać:




Gdy potrzebujesz odwagi żeby zrobić pierwszy krok:



Diagnostyka na NFZ

13.10.2014

Wstałem rano o 6.00 żeby zdążyć się zapisać do lekarza i jak każdy Prawdziwy Informatyk™ przed wyjściem z domu włączyłem komputer. Dzięki temu zobaczyłem komentarz od Wendigo co mi dodało otuchy że owszem, "cała operacja się uda".




Toteż polazłem do lekarza wyluzowany nic się nie spodziewając. Na szczęście jest NFZ, jestem ja i jest moje ogarnięcie. Nudzić się nie można. Poczekałem spokojnie w kolejce niecałą godzinę, nadeszła moja kolej aby się zapisać do lekarza w rejestracji i się dowiedziałem że to już nie jest moja przychodnia. Wypisałem się z niej. "Musiała Pani podpisać umowę w innej przychodni, dlatego została Pani stąd wypisana. Można być tylko w jednej i dwa razy do roku ją zmienić."

Przez chwilę miałem zastój umysłowy, po czym zacząłem gorączkowo myśleć: gdzie, kiedy, czemu, za jakie grzechy, ja się wypisywałem lub wpisywałem gdziekolwiek. Widząc moje nieogarnięcie recepcjonistka postanowiła zadzwonić gdzieś aby dowiedzieć się czy rzeczywiście się wpisałem i jeżeli tak to gdzie. Mi tymczasem wpadło jedno miejsce do głowy gdzie podpisywałem jakieś papiery. Dwa lata temu, gdy zdobywałem opinię psychologa byłem w Centrum Zdrowia Psychicznego na Estery 6. Ale to nie była normalna przychodnia i nie mieli tam lekarzy pierwszego kontaktu. Żadnych innych papierów w żadnej innej placówce NFZ nie podpisywałem.



Tymczasem pani w rejestracji nie jest w stanie się dodzwonić gdzie powinna, tudzież jacyś ludzie nie włączyli jakiegoś systemu mimo że jest już ta godzina że powinni.

Czekając bezczynnie wpadłem na pomysł na nowy odcinek mojego ulubionego serialu:


Na szczęście znikąd pojawił się mój lekarz, zadzwonił do swoich znajomych informatyków "z góry", oni coś zrobili i ja ponownie mogłem się wpisać do mojej przychodni. To do jakiej należałem wcześniej pozostanie zagadką na wieki.

Mój lekarz-wybawca przyjął mnie zaraz po tym w gabinecie i pokazałem mu co dostałem od Libera. Dostałem skierowanie na 13 badań diagnostycznych na NFZ i powiedział że więcej mi przepisać nie może. Podziękowałem i pojechałem na zajęcia na uczelnię. Po skończeniu zajęć udałem się na Komorowskiego 12 żeby zrobić (albo przynajmniej się upewnić że tam mogę) badania z karteczek. W korytarzu wisiała wielka wywieszka z cennikiem badań, wziąłem kalkulator do ręki i jedziem-śledziem. Liczba która się ukazała na kalkulatorze nie była zadowalająca. Aby oddać to niezadowolenie zrobiłem w domu zestawienie w Excelu:


Albo ja czegoś tu mocno nie rozumiem (a to się zdarza częściej niż nie), albo mój kalkulator jest do wyrzucenia, albo E. coś kręci w komentarzach. (537zł to nie około 200zł) Jestem wdzięczny za komentarze i że ktoś to czyta, więc pytanie do publiczności: Jeżeli coś robię nie tak, błagam niech mnie ktoś uświadomi.

Pogadałem z panią w rejestracji i się dowiedziałem że badania hormonów muszę zrobić jutro, bo mam być jak najwcześniej tuż po obudzeniu.

Po powrocie do domu pogadałem z matką i próbowałem ją namówić żebym może sobie odpuścił badanie witaminy D. Piję mleko, będę wielki, oszczędźmy przynajmniej te 70zł. Ale matka nie chce słuchać o żadnym oszczędzaniu, wszystkie badania mają być.

Taki jest więc plan: wstać, śniadania nie zjeść, przyjechać i zapłacić kupę forsy.

Muzyka na dziś:


Badanie poziomu hormonów

14.10.2014

Wstałem o 7.00 żeby pojechać na ul. Komorowskiego zrobić badania hormonalne. Trzeba było to robić o tak nieludzkiej porze nie ze względu na bycie na czczo, ale ponieważ poziom prolaktyny jest (według Wikipedii) najwyższy w fazie REM snu, wcześnie rano, po wysiłku fizycznym, posiłku, seksie, operacji i epilepsji.
Z wszystkich tych alternatyw akurat musiało paść na wczesne rano, ach ci lekarze.


Przybyłem, postałem w kolejce, wzięli mi krew i puścili wolno po zapłaceniu 167zł.

Nie dało się tam załatwić zlecenia na NFZ więc wycieczka na ul. Kutrzeby. Wzięli krew z drugiego ramienia i powiedzieli że wyniki będą przesłane do lekarza prowadzącego za około jeden dzień. Świetnie, bo już się tak stęskniłem za wstawaniem o 6.00.

Po tym na uczelnię, bo odpoczynek jest dla ciot.

Teraz czas na "fascynującą" historię:
Na zajęciach w pracowni komputerowej była dyskusja o e-businessie. Niedługo po tym jak się wypowiedziałem, wykładowca chciał się odnieść do mojej wypowiedzi. Rozmowa szła mniej więcej tak:
-... tak jak powiedziała tu Pani.. Dorota? (są tylko 3 kobiety w grupie, wykładowca miał duże szanse że poprawnie zgadnie do kogo należy czyje imię)
-Nie. Nowak mam na nazwisko.
-A imienia Pani nie ma?
-Jak nie muszę to go nie używam.
-No dobrze, to Pani Nowak.
Skrzywiłem się ale nie miałem na tyle odwagi aby coś powiedzieć przy całej klasie w środku zajęć. Jestem w niej nowy bo zostałem przeniesiony i znam na razie tylko trzech ludzi.

Jakiś czas później pracując w grupach podpisywaliśmy naszą pracę pisząc swoje nazwiska na kartce. Nauczyciel podszedł do mojej grupki i chciał zaznaczyć dodatkowe 2 punkty koło mojego nazwiska za udział w dyskusji.
-Hmm? Wstydzi się Pani takiego imienia? (mam bardzo pospolite imię więc to rzeczywiście dziwne)
To było bardziej pytanie retoryczne więc tylko się krzywo uśmiechnąłem i kontynuowałem pracę. Coś jednak musiało mnie tknąć bardziej niż zazwyczaj, bo kiedy zajęcia się skończyły wyszedłem z sali po czym zaraz wróciłem. Bez namysłu odezwałem się do wykładowcy.
-Ja nie używam swojego imienia bo jestem transseksualny.
I tu się stało coś czego wcześniej nie doświadczyłem.
-Och. Przepraszam... Nie wiedziałem.
Wyglądał na autentycznie zmartwionego, jakby wiedział dokładnie czemu to co się stało musiało być dla mnie nieprzyjemne.

Zrobiłem się zmieszany. To przecież nie tak że mógł się tego domyślić znikąd, nie było za co przepraszać. Po prostu nie chciałem żeby sytuacja się powtórzyła.
-yy.. nie, to nic...
-Czyli mówić po prostu Nowak, tak?
-um, tak. Dziękuję.
Lekko się ukłoniłem i wyszedłem.





Ci którzy byli/są na studiach zrozumieją czemu to nie jest typowe zachowanie dla wykładowcy. Chociaż może to ja źle ludzi oceniam po tym jak nauczycielka francuskiego postanowiła mówić z naciskiem "Pani" gdy się do mnie zwraca. Chyba od dzisiaj będę pokładał więcej wiary w miłych ludzi.


Koniec historii, teraz ciekawostka.

Istnieje chiński bóg o imieniu Tu Er Shen, którego imię znaczy dosłownie "króliczy bóg". Jest patronem homoseksualnej miłości, można się do niego modlić o pomoc w sprawach sercowych, prosić o błogosławieństwo i o trwałość związku.

Mam nadzieję że Tu Er Shen zajmuje się nie tylko G, ale całym LGBT. Bez jego pomocy nie wstanę jutro o 8.00.

Kontynuacja badań diagnostycznych

15.10.2014

Próbowałem wstać o 8.00 i udało się pół godziny później. Uzbrojony w kartkę z rozpisanymi cenami w różnych centrach diagnostycznych pojechałem na Komorowskiego. Na miejscu okazało się że zapomniałem długopisu i po raz pierwszy w życiu odwiedziłem Kącik Malucha. Mam na myśli ten malutki stolik, stołeczek, kolorowanki i mazaki. Ukradłem czarną kredkę woskową i przez 15 minut rozpisywałem optymalny plan działania by zaoszczędzić na tych badaniach. Okazało się że jeżeli na Komorowskiego zrobię część, a po Witaminę D3, CA 125 i grupę krwi pojadę na ul. Kurczaba, to zaoszczędzę 55zł. Opłaca się. Toteż zamówiłem wszystko co powyższym nie było i zapłaciłem 204zł. Dostałem przy tym kartę stałego klienta, 5% zniżki i możliwość sprawdzenia wyników on-line. Takie promocje, nic tylko się badać dzień i noc. Odebrałem też wyniki badań robionych wczoraj i wszystko wyszło w normie.

Usiadłem żeby pielęgniarka pobrała mi krew. Miała problem z wyczuciem mi żyły i wkłucie nie powiodło się. Zaczęło robić mi się słabo jakbym miał stracić przytomność więc kazali mi się położyć. Po dwóch lub trzech minutach kolejna próba, tym razem na drugim ramieniu i na leżąco. Udało się. Wyszedłem stamtąd czując się wątło, ale jakoś tak mieszanka niedospania i braku krwi dała mi uczucie podobne do relaksacji. W wyniku takiej to relaksacji pojechałem do przychodni na ul. Kutrzeby.

Na miejscu zorientowałem się że Kutrzeby i Kurczaba to nie to samo słowo, a miałem być w tym drugim miejscu. W tył zwrot, jazda autobusem 8 przystanków i tym razem dobrze trafiłem. Szpital był rozległy i trudno się było w nim odnaleźć, ale mieli bardzo miłą obsługę. To jednak nie rekompensowało faktu że Witamina D3 kosztowała 100zł, a nie 70 tak jak sugerowała ich strona internetowa. Brak możliwości płacenia kartą połączony z brakiem tych dodatkowych 30zł spowodował że mogłem zamówić tylko jedno badanie. Oszczędziłem w ten sposób tylko 15zł, nie 55. Fajnie.


Pobranie krwi tym razem obeszło się bez mdlenia a pielęgniarka była naprawdę wyjątkowo miła. Spytałem o badania kariotypu i dostałem telefon do pracowni diagnostycznej bo trzeba się tam umawiać z wyprzedzeniem.

Z powrotem na recepcji dowiedziałem się że taki to kariotyp kosztuje zaledwie 420zł. Tyle samo co na Komorowskiego. Alternatywnych przychodni robiących to badanie nie ma. Słowa nie wyrażą moich uczuć.

Wyniki ze szpitala na ul. Kurczaba przyjdą do mnie mailem, ale aby to się stało musiałem wypełnić mały druczek. Lewe ramię zaczęło mnie przy okazji boleć, pewnie od bycia dziurawionym 3 razy.

Byłem tak zmęczony że nie pojechałem na uczelnie, wróciłem do domu i oglądałem z chłopakiem jego ulubiony serial TVN - "Szkoła". Doprawdy kultura wyższa. Jeden z bohaterów serialu brał sterydy przez co pobił nauczyciela, groził pobiciem swojej ex-dziewczynie i musiał iść na odwyk. Jestem dość pewien że Omnadren to też sterydy. Nie mogę się doczekać żeby mieć tyle energii żeby się bić. Zużyję całą tą żywotność na szybsze bieganie po szpitalach.

A czego nie można odebrać w ludzkich porach, od 8.00 do 18.00? Badania robionego na NFZ. Dlatego jutro wstaje o 6.00 by znów odwiedzić mojego lekarza prowadzącego który teraz już powinien mieć te wyniki. Potem zajęcia, a po nich na Estery 6 zapisać się do psychiatry. W końcu potrzebuję tego dowodu że nie jestem chory psychicznie.

Gdzie ten psychiatra

16.10.2014


Rano wstałem o 6.00 i zarejestrowałem się do lekarza pierwszego kontaktu na 16.00. Następnie dwie godziny spania w domu, po czym pojechałem na Estery 6 żeby się dowiedzieć że żadnych psychiatrów tam nie ma i jedyne co oferują to leczenie z różnorakich uzależnień. Widać w dwa lata placówka może się kompletnie zmienić, ale ich strona internetowa wcale. Dostałem karteczkę z dwoma innymi placówkami "Pro Vita". Pojechałem pod pierwszy z adresów i zostałem umówiony na 6.11, co nie było takim świetnym terminem. Recepcjonistka mi zaproponowała żeby pojechać pod kolejny adres, bo tam są szanse że uda mi się dostać wcześniej. Przylazłem i zaiste udało się.

Jestem teraz umówiony na 27.10 na Wrocławską 53 do dr. Łukawskiej. Gdy wpisze się jej nazwisko w Google dowiadujemy się że to "lekarz medycy, psychiatra w trakcie certyfikacji". Aha.

Po tym pojechałem na Komorowskiego zrobić ostatnie dwa badania. Oprócz kariotypu. Ach ten kochany kariotyp za 420zł, doprawdy. Bez niego wszystkie badania kosztowały 571zł. Haha. Pobranie krwi było utrudnione bo było to już 7 nakłucie skóry, a moje ramiona najwyraźniej nie są przystosowane do bycia serem szwajcarskim. Za trzecim razem jakoś poszło i za tydzień pojadę do a nich odebrać wszystkie wyniki naraz. Mogę je sprawdzać on-line, więc do samych papierków mi się nie śpieszy. Do wizyty u Libera jeszcze trochę czasu.

Ostatnim przystankiem była wizyta u lekarza pierwszego kontaktu. Miał dla mnie wyniki badań robione na NFZ, wszystko w normie. Korzystając z okazji spytałem o sensowność robienia kariotypu. Doktor stwierdził że nie może się wypowiedzieć z całą pewnością, ale Liber raczej robi to żeby sam siebie chronić, czyli żeby nie można go było pozwać.

Świetnie.

Danazol za 8zł

17.10.2014

Dziś po zajęciach zamierzałem pojeździć po aptekach żeby zobaczyć jakie są ceny moich leków (Danazol i Omnadren). Wczorajszej nocy próbowałem to sprawdzić przez internet, ale ponieważ są one na receptę, to nie ma tysiąca aptek internetowych które próbują ci to opchnąć, bo nie mają jak. Znalazłem tylko jedną - DOZ.pl, która wysyła paczkę do apteki wybranej przez klienta, gdzie odbiera się to osobiście. Zgodnie z ich cennikiem recepta kosztowałaby mnie 220zł. Jednak po wejściu do pierwszej lepszej apteki okazało się że Danazol mam wypisany z maksymalną zniżką i kosztował mnie 8zł. Omnadrenu chwilowo nie było, więc dostałem odpis recepty do wykorzystania w sieci Słoneczna Apteka i lek będzie kosztował 54zł. Jest cudownie.


Mniej cudowna jest ulotka Danazolu. W możliwych działaniach niepożądanych mamy:

"może wywoływać migrenę" "obrzęk twarzy" "gorączka" "skurcze mięśni które mogą być ciężkie" "niestabilność emocjonalna" "zapalenie trzustki" "kołatanie serca" "złuszczające zapalenie skóry" "pojedyncze przypadki zawału" "złośliwe nowotwory wątroby" i wiele innych.


Mam brać jedną tabletkę dziennie.

Po powrocie do domu wszystko było w porządku dopóki nie przyszła matka. Była u swojego znajomego ginekologa który robi teraz profesurę. Kiedy tamten człowiek usłyszał że chodzę do dr. Libera złapał się za głowę i z przejęciem zaczął opowiadać jak bardzo to jest zły wybór. Dr. Liber ma najgorszą z najgorszych opinii wśród innych lekarzy. Słysząc to od swojej matki zamiast przejąć się że chodzę do bardzo złego lekarza, myślałem o tym co zaraz matka powie. Wiedziałem że chce abym przestał do niego chodzić, leków nie brał i nie ruszał do przodu z niczym, dopóki nie zapiszę się do dr. Dulko z Warszawy. Ten natomiast ustali mi termin za jakieś 3 miesiące, pojadę tam raz, na pierwszej wizycie leków nie dostanę, minie jeszcze więcej czasu, na drugiej wizycie też nie ma pewności że dostanę zielone światło na testosteron. Gdy takie myśli leciały mi przez mózg matka dalej opowiadała o tym jak bardzo niesamowicie złym doktorem jest Liber. 

Dostałem załamania nerwowego. 

Cztery dni non-stop łażenia po lekarzach? Na nic. 571zł? W błoto. Badanie ginekologiczne? Po nic. 

Cały mój wysiłek? Wszystkie te emocje? Mam zaczynać teraz od początku? Jeszcze raz to samo? Poczekać pół roku? Więcej? Robić wszystkie badania diagnostyczne jeszcze raz?




Już nic nie było w porządku. Nic.

Potem coś się stało, coś pewnie powiedziałem. Matka zrozumiała że to dla mnie ważne zacząć terapię teraz i nie czekać. Uzgodniliśmy że leki zaczynam brać już, do Libera pójdę za te 5 tygodni a w ten poniedziałek dzwonię do Dulko się umówić na spotkanie. Czyli w skrócie zmieniam lekarza cały czas stosując się do zaleceń tego pierwszego. Pewnie powinienem się cieszyć, bo to zmiana z gorszego na lepsze. Ale jak się raz ma załamanie nerwowe to ono nie przechodzi od tak. Miałem napady jeszcze kilka razy po rozmowie, dobrze że byli ze mną dwaj przyjaciele bo inaczej pewnie bym wyszedł z domu i się upił absolutnie po nic.


Gdzie mój Omnadren

18.10.2014

Wziąłem po raz pierwszy Danazol. Po 20 minutach poczułem się jakoś dziwnie, po dłuższej chwili przeszło. Zobaczę jak będzie jutro, może mi się tylko wydawało.


Poszedłem do przychodni żeby się dopytać co do zastrzyków z Omnadrenu. Będzie to kosztowało 15zł, można robić w dowolny dzień tygodnia. Jak już będę po pierwszej dawce i zobaczę jak to wygląda, spytam czy moja matka (z takim samym lub większym doświadczeniem jak przeciętna pielęgniarka) może mi robić te zastrzyki w domu. Byłoby i wygodniej i taniej.

Co do kupienia Omnadrenu - zwątpienie i frustracja.

Po pierwsze - narzekanie na panią w okienku. Zgodnie z przepisami:
"Odpis może być zrealizowany wyłącznie w aptece, która odpis wystawiła. W tej konkretnej aptece znajduje się bowiem oryginalna recepta. Apteka ma obowiązek poinformować Pacjenta o takim warunku przy wystawieniu odpisu."

Obsługująca mnie farmaceutka nie poinformowałaby mnie o tym gdybym sam nie zapytał, do tego już po zakończeniu transakcji gdy miałem odchodzić od okienka. Myślałem jednak że to nie będzie problem, bo sieć Aptek Słonecznych jest naprawdę duża. Sądziłem że w jakiejś spośród tych trzydziestu (policzyłem) aptek w Krakowie, Omnadren się znajdzie. Owszem, według ich systemu komputerowego jest w dwóch: na Stradomskiej i Batorego. Na Stradomskiej już byłem i nie mają. Co więcej, powiedzieli że nie mają tego teraz w hurtowniach z których sprowadzają leki. Nie mają teraz i nie wiedzą kiedy będą mieli.

Pozostaje mi pojechać na Batorego w poniedziałek (w sobote i niedziele są nieczynni) i sprawdzić czy mają to na stanie. Jeżeli nie, oni będą dzwonić do hurtowni pytać się kiedy będzie.

Gdyby nie to że mam teraz odpis zamiast prawdziwej recepty mógłbym to zamówić przez internet z apteki Dbam o Zdrowie.
<negatywne emocje>

Pierwszy zastrzyk testosteronu

20.10.2014

Mimo słabo przespanej nocy pełnej koszmarów o mrocznych, pustych aptekach zebrałem się i pojechałem na Batorego do Apteki Słonecznej. W głowie roiły mi się najrozmaitsze scenariusze - że aptekarka nie zadzwoni do hurtowni, że hurtownia nie będzie odbierać, że lek jest dyskontynuowany, że Słoneczna już leku nie sprowadza, że będzie taka kolejka że pani w okienku mnie tylko przegoni żebym nie zawracał teraz głowy.

Byłem zdumiony swoim zdumieniem gdy po pokazaniu aptekarce odpisu recepty ona po prostu przyniosła mi Omnadren. 84zł za dwa opakowania po 5 ampułek każde.


Wyszedłem z apteki w skowronkach i pojechałem do przychodni obok swojego domu. Po pokazaniu "skierowania" na zastrzyki od Libera w recepcji, wysłano mnie do pokoju zabiegowego. Poczekałem chwilę przed drzwiami aż zjawiła się pielęgniarka. Wpuściła mnie do środka cały czas radośnie gadając ze swoją koleżanką. Pokazałem świstek i pani zaproponowała żebym najpierw udał się do swojego lekarza pierwszego kontaktu aby ten przepisał mi te zabiegi na NFZ. Ja grzecznie odmówiłem i powiedziałem że zapłacę 15zł teraz za ten pierwszy zabieg a resztę będę robić w domu. Pielęgniarka się zgodziła i przygotowała strzykawkę gadając z przyjaciółką.

Ja usiadłem na krześle nie wiedząc co robić. Słyszałem że zastrzyki się dostaje w tyłek albo udo, ale czy to znaczy że mam teraz ściągać spodnie? Położyć się na brzuchu? Co z bokserkami? W odpowiedzi na moją niemożność podjęcia właściwych kroków pielęgniarka powiedziała że zastrzyk będzie w pupę. Ja opacznie to zrozumiałem jako polecenie zupełnego ściągnięcia spodni, ale zostałem wyprowadzony z błędu zanim nie było za późno. Siedziałem teraz ze spodniami w połowie ud i dalej nie wiedziałem jak w ten sposób ma być niby zrobiony zastrzyk. Pielęgniarka zawiesiła rozmowę z koleżanką i odwróciła się w moim kierunku ze strzykawką. Miałem teraz opuścić lekko bokserki z mojego lewego boku i polecenie wykonałem bezbłędnie. Lekkie dziabnięcie strzykawką i po dwóch sekundach już miałem się ubrać. Wstałem i jak jakiś filozof na powrót jąłem się zastanawiać nad procedurami. Teraz wyciągnąć pieniądze? Tu nie ma kasy fiskalnej. Iść z tym do rejestracji? Zapytać? Nie przeszkadzać w rozmowie? Pielęgniarka jednak się tylko uśmiechnęła i machnęła ręką. "Co będę brać, to tylko jeden zastrzyk..." Podziękowałem i wyszedłem.

Po powrocie do domu odtańczyłem taniec szczęścia i poszedłem spać. Drzemka w środku dnia po udanym rozpoczęciu terapii hormonalnej, to coś co Roberty lubią najbardziej.

Pierwsza wizyta u psychiatry

27.10.14

Byłem umówiony na 10.30 na ulicę Wrocławską 53 do dr. Łukawskiej. Ze względu na swój udawany autyzm miałem trochę problemów z dojazdem bo zapomniałem na jakim przystanku autobusowym mam wysiąść, ale bardzo trudna do odczytania mapa linii autobusowych mi pomogła i udało się dotrzeć. Przed wejściem do gabinetu trzeba było podpisać się 7 razy na jednej stronie A4, za każdym razem upoważniając do przetwarzania danych osobowych. Już raz taki papier podpisywałem 2 lata temu i przysięgam, jeżeli to ta kartka jest odpowiedzialna za wypisywanie mnie z mojej przychodni, to centrum "Pro Vita" spłonie. Poczekałem kilka minut i wpuszczono mnie do gabinetu.

Powiedziałem po co przyszedłem i pani doktor zaczęła mieć wątpliwości czy ona ma kompetencje aby wypisać mi to zaświadczenie. Okazało się bowiem że jest w trakcie treningu na Prawdziwego Psychiatrę. Nie pamiętam jak to ujęła, ale taki był przekaz. Nieprawdziwy Psychiatra poszedł więc spytać się pań w recepcji o radę, ale okazało się że będzie trzeba to skonsultować z dr. Śledzińskim, który zjawi się o 12.00. W takim to wypadku nie pozostało nic innego jak przeprowadzić ze mną wstępny wywiad. Lekarka stwierdziła że ponieważ w dokumentach jestem kobietą będzie się do mnie zwracać w formie żeńskiej. Pierwszy raz byłem w sytuacji kiedy bezpardonowo ja odmieniam w formie męskiej, a mój rozmówca nic sobie z tego nie robi i kontynuuje mnie nazywać "Pani". Żeby nie było nieporozumień - doktor nie była mi wroga ani nie wydawała się negować moich praw do leczenia, tudzież wmawiać że transseksualizm nie istnieje. Wyglądało to bardziej jakby nie do końca wiedziała co ze mną zrobić i wybrała opcję która miała dla niej najwięcej sensu.

Lekarka po dokładnym przeczytaniu opinii psychologa (którą na wszelki wypadek wziąłem ze sobą), spytała czy może ją zatrzymać. Miałem szczęście że wziąłem ze sobą ksero a nie oryginał bo byłoby jeszcze więcej rozwożenia papierów po lekarzach. Doktor pytała mnie głównie o to gdzie i na co się leczyłem u psychologów lub psychiatrów. Ponieważ była to z mojej strony historia długa i zawiła do opowiedzenia, pani zapisała całą stronę A4 pomarańczowym długopisem. Od razu widać że to nie jest Prawdziwy Psychiatra, jaki szanujący się lekarz pisze na pomarańczowo. Na rzetelne sprawdzenie czy mam halucynacje najwyraźniej zabrakło czasu bo tylko usłyszałem pytanie: "Czy widzi lub słyszy Pani rzeczy?" Powstrzymałem się od powiedzenia że owszem, czasami widzę na oczy, i pomyślnie przeszedłem test na brak schizofrenii lub guzów mózgu.

Na koniec 30 minutowej wizyty powiedziano mi abym później zadzwonił do rejestracji i zapytał czy będę się widział za 2 tygodnie z dr. Łukawską, czy też zostanę przepisany do dr. Śledzińskiego. O godzinie 15.00 tak też zrobiłem i dowiedziałem się że za tydzień mam wizytę u Prawdziwego Psychiatry. Tak więc 3.11 o godzinie 12.00 się dowiem jakim kolorem długopisu posługują się profesjonaliści.

Drugi zastrzyk testosteronu, w domu

30.10.14

Dzisiaj nadszedł czas na drugi zastrzyk. Nic nie czytałem o tym jak to się robi tylko zdałem się na matkę-położną. Wysłała mnie do apteki po strzykawkę 2 ml, igłę 0,7 mm oraz gaziki i spirytus salicylowy. Poszedłem dzielnie ale będąc już przy okienku w aptece poczułem że coś jest nie halo, biorąc pod uwagę minę ekspedientki. Mimo to wróciłem do domu zadowolony że zapłaciłem jedynie 2,67zł. Moje szczęście zgasło gdy matka ofuczała mnie jak ja mogłem wziąć tylko po jednej sztuce każdej rzeczy. A więc do apteki jeszcze raz, tym razem dostałem dyrektywy wzięcia 20 strzykawek, 20 igieł oraz 5 opakowań gazików (po 3 gaziki na opakowanie). Jak każdy informatyk, po dostaniu dokładnego algorytmu działania - nie zawiodłem.

Tak też się prezentuje zestaw na jeden zastrzyk:

Zgodnie ze zwyczajowymi oznaczeniami, ten typ igieł (0,7mm) ma ciemnoszarą lub czarną końcówkę i służy to do rozróżnienia ich wielkości.


W obawach przed bólem który mi dokuczał za pierwszym razem (rozwinę wątek później), masowałem miejsce zastrzyku na 10 minut przed zabiegiem. Oprócz czasu trzeba do tego rozpiąć spodnie więc takich luksusów się u pielęgniarki nie ma. Matka użyła najpierw jednej igły do nabrania Omnadrenu do strzykawki, potem wymieniła ją na drugą aby zrobić zastrzyk. Pielęgniarka tego nie robiła, mimo że tak jest bardziej aseptycznie. Matka wsadziła we mnie igłę, a dokładnie to w miejsce zaznaczone na zielono.

Przesuwała tłok strzykawki o wiele wolniej niż robiła to pielęgniarka. Bólu praktycznie nie było, tak jak za pierwszym razem. Po skończeniu miałem masować to miejsce żeby potem mnie mięsień nie bolał. Znowu - coś czego pielęgniarka mi nie powiedziała. Również trudno mi sobie wyobrazić żebym to robił w poczekalni pod gabinetem zabiegowym.



Po zastrzyku masowałem się około 10 minut i mam nadzieję że to zadziała. Co do bólu po zastrzykach znalazłem taki oto wykres. Przedstawia zależność bólu od czasu, zgodnie z tym co donosili pacjenci (leczący się na niedobór testosteronu) po zastrzykach domięśniowych.







Niestety wykres bólu jaki ja odczuwałem po pierwszym zastrzyku prezentuje się tak:



Więc naprawdę, naprawdę mam nadzieję że to masowanie pomaga. Również czytałem że mięśnie "dziewicze" bolą bardziej. Jestem z natury bardzo delikatnym stworzeniem więc mam nadzieję że mój organizm w końcu się przyzwyczai do tych spartańskich warunków. Ostatnia uwaga co do bólu: jest on znośny, leków przeciwbólowych brać nie trzeba i pojawia się tylko i wyłącznie gdy używa się tegoż mięśnia. W przypadku pośladków oznacza to niestety każde przemieszczanie się. Przy biegu zaciskałem zęby i cichutko jęczałem.


A teraz z innej beczki: Wczoraj dostałem okres. Jak dotąd mój minimalny czas trwania cyklu wynosił 27 dni, a maksymalny 44. Tym razem jednak mój organizm przeszedł samego siebie i krwawienie pojawiło się po 22 dniach. Czy jest to zbieg okoliczności, czy też spowodowane Danazolem lub Omnadrenem - nie mam pojęcia. Może mój okres wiedział że to już jego ostatnia szansa i nie chciał odchodzić bez pożegnania więc się pośpieszył. Ta cholera jedna. Normalnie przez pierwsze dwa dni bolą mnie krzyże i mam sensacje żołądkowe przez które często muszę chodzić do toalety. Teraz tych objawów nie mam i krwawienie wydaje się mniej intensywne.

Tak czy inaczej zastanawiam się:

okres + zastrzyk testosteronu = ???

Pytanie godne bycia rozpatrzonym przez Sejm, proszę Państwa.

Druga wizyta u seksuologa (dr Liber)

12.12


Po kilku tygodniach spóźnienia, zebrałem się na odwagę i umówiłem na kolejną wizytę u Libera. O dziwo pani w rejestracji zamówiła mnie na 1 dzień później (lekarze prywatni, nie ma to tamto).


Wizyta rozpoczęła się od przepisywania przez pana doktora wyników moich badań z kartek na komputer. Liber nie jest pierwszej młodości i moja informatyczna dusza cichutko cierpiała widząc jego powolne stukanie w klawiaturę jednym palcem.



Z moimi hormonami płciowymi wszytko było chyba w porządku bo nie usłyszałem ani jednego komentarza na ich temat, jednak z tarczycą było gorzej. Nie będę o tym pisał bo to się nijak do transseksualizmu nie ma, dostałem tabletki i tyle. Po skończeniu przepisywania wyników poruszyłem kwestię opinii psychiatry. Dr Śledziński chciał abym zdobył od Libera odpis historii choroby oraz wzór opinii. Na te wieści lekarz zareagował dość wybuchowo. Uznał dr Śledzińskiego za niekompetentnego i się napuszył, cóż to za bzdury i bezsensy. Polecił mi jechać do Niepołomic, do kliniki w której on pracuje i tam się zapisać do psychiatry z którym on się zna. Chciałem uzyskać nazwisko tegoż lekarza, co przysporzyło trochę kłopotu bo dr Liber go zapomniał. Na szczęście zadzwonił do jakiejś "pani Kasi" i pani Kasia wiedziała. Teraz pozostaje mi się umówić do dr Milczarek i -jak zostałem zapewniony- uzyskać od niej opinię psychiatry po jednej wizycie. Płatnej, oczywiście. Szkoda że ten dr Śledziński jest taki "niekompetentny" w swoich żądaniach odpisu historii choroby, bo bym zaoszczędził. No ale co zrobisz, nic nie zrobisz.

Wracając do tematu, Liber otrzymał ode mnie ksero opinii psychologa i przeczytał to jeszcze raz (na pierwszej wizycie już czytał ale nie dziwie się że zdążył zapomnieć). Będąc dalej naburmuszony komentował jak to nikt się nie zna na transseksualizmie. Że jedną rzeczą jaka powinna być badana przez psychologa to gotowość pacjenta do podjęcia terapii, jego zawzięcie i zdecydowanie. I po co mu jakiśtam kwestionariusz MMPI. Niezależnie ile mam innych problemów psychicznych, to prawo do leczenia transseksualizmu i tak powinienem mieć. Trudno mi się było nie zgodzić.

Następnie dostałem skierowanie na badania hormonalne. Znowu. Abym mógł się nacieszyć tym cudownym uczuciem igły w ręce. Mam je zrobić 2 tygodnie po odstawieniu Danazolu, którego dostałem na pierwszej wizycie 100 tabletek do codziennego łykania. Czyli dokładnie po 114 dniach od zaczęcia całej terapii - kontrola hormonów. Mój problem teraz polega na tym że zapominam czasami ich brać, więc chyba zrobię tak: policzę na kalendarzu kiedy te 114 dni mija, policzę tabletki które mi zostały i wyrzucę nadmiar.

Dr Liber spytał mnie też kiedy chcę zaczynać sprawę sądową. Zgodnie z prawdą powiedziałem że nie wiem. Szczerze mówiąc, nie myślałem nad tym bo się boję. Jestem tego typu człowiekiem co się chowa pod kocyk jak ogląda horrory, a bycie w sądzie brzmi gorzej niż gorzej. Jak nabiorę odwagi to wgłębię się w przepaści internetu aby uzyskać wszystkie potrzebne mi informacje. Ale nie teraz, bo mój kocyk jest w praniu.
Na wizycie poruszyliśmy też sprawę efektów ubocznych lub innych dolegliwości i zaraportowałem brak takowych. Omówiliśmy moje zwiększone libido, częstszą masturbację oraz dostałem pouczenie iż powinienem przy tym "wyciągać łechtaczkę na zewnątrz",  "bo to się potem przyda do operacji konstrukcji prącia". Mówiłem mu już na poprzedniej wizycie że tej procedury nie zamierzam przechodzić ale tym razem siedziałem cicho.

Ostatnią kwestią którą poruszyłem było ryzyko zajścia w ciążę.
Rozmowa przebiegała mniej więcej tak:

Robert:  Przepraszam, chciałbym spytać o moją płodność.
Liber:    Eeee, jaką tam płodność (machnięcie ręką)... A co, masz kogoś?
R:  Tak... mam chłopaka.
L:  I co, posuwa cię?
R:  (wywrócenie oczami) Tak.
L:  (uśmiech) Robiliście to od ostatniej twojej wizyty?
R:  Tak, ale z prezerwatywą i w ogóle.
L:  (pauza) No to skomplikowaną masz sytuację... bo co jak ci zaczną rosnąć wąsy?
R:  On jest biseksualny.
L:  Aaaa... jak jest biseksualny (machnięcie ręką)

Z każdą minutą w jego gabinecie człowiek coraz bardziej rozumie czemu o tym lekarzu są takie rozmaite opinie na internetach. Ostatecznie się dowiedziałem że będę mieć 100% pewności że mam 0% płodności po wykonaniu tamtych zleconych badań hormonalnych. Do tego czasu moje szanse na zajście w ciąże wynoszą machnięcie ręką seksuologa.

Zmiany po 3 miesiącach

17.01.2015

Minęły około trzy miesiące (90 dni) od rozpoczęcia terapii hormonalnej, więc czas na omówienie wstępnych efektów.


1. Pseudo-wąsy.
Czasami robi się okrutne dowcipy o kobietach które mają taki puszek-miluszek w miejscu gdzie faceci mają zarost i mówi się "dziewczyno, zgól wąsa!" dołączając do tego obrazek jednorazowej maszynki do golenia. No, ja właśnie coś w tym stylu teraz mam. Jest to dość duża zmiana względem stanu wyjściowego bo naturalnie jestem blondynem i wszystkie włosy na ciele mam przeźroczyste. Ale czy można nazwać to zarostem? Nie sądzę. Jak mi ktoś nieironicznie powie że powinienem się ogolić, to wtedy to odnotuje.

2. Głos
Się zmienił się. Najpierw zauważył to mój kolega "bliski, seksowny przyjaciel bardzo wprawny w kwestiach łóżkowych" z wyczulonym słuchem muzycznym. Potem ktoś inny stwierdził że brzmię jakbym miał na stałe chrypkę. Z tego co sam siebie słyszę, to jest różnie. Bywa że nie słyszę żadnej różnicy, bywa że słyszę ton o wiele niższy niż jestem przyzwyczajony słyszeć. Czasami dźwięki które z siebie wydaje mnie samego lekko zaskakują, szczególnie gdy gadam z obcymi ludźmi (wtedy jestem bardziej wyczulony swój ton głosu). Zastanawiam czy nie odkopać gdzieś z przepastnego śmiecia i plików na komputerze nagrania siebie sprzed roku. Z powodów których nie będę tłumaczył mam nagranego siebie "śpiewającego" po japońsku i gdybym spróbował nagrać teraz to samo i porównać... to pewnie wykrwawiłbym się z uszu.
Ale może spróbuje w imię Nauki.

3. Rysy twarzy
Może mi się tylko wydawać, bo nikt inny nic nie komentował, ale chyba są minimalnie inne. Nie potrafię opisać w jaki sposób, ale gdy patrzę w lustro to takie odnoszę wrażenie. Czasami.

4. Łechtaczka
Ale wolę mówić penis. Bo łechtaczka brzmi jak coś co jak pokiziasz to będziesz mieć łaskotki. A to definitywnie nie działa w ten sposób. Więc mówię penis, i ot ten penis zwiększył rozmiar.
Mój partner seksualny "bliski, seksowny przyjaciel bardzo wprawny w kwestiach łóżkowych" komentował że teraz da się wykonywać na mnie seks oralny a'la blowjob, wcześniej takiej opcji nie było. Nie spodziewałem się tego, albo przynajmniej nie spodziewałem się tego po zaledwie 3 miesiącach terapii. Banzai dla współczesnej medycyny!


Co do zmian psychicznych - może są, może nie ma. Zbyt dużo innych rzeczy się dzieje, jestem zbyt naturalnie chwiejny i emocjonalnie chaotyczny aby przypisywać cokolwiek z pewnością hormonom.

Anonimowy ktoś pytał jak tam moje zdrowie po lekach. Byłem wczoraj u lekarza pierwszego kontaktu i wygląda na to że lekkie skutki uboczne które mam są po lekach na tarczycę a nie Danazolu/Omnadrenie. Więc co do terapii hormonalnej - moje zdrowie nie ucierpiało ani trochę.

Reasumując:
Na dowód tego że nie trzeba być bystrym obserwatorem i/lub moim przyjacielem od dawna, aby zobaczyć zmiany jest to że przestałem chodzić do damskiej toalety. Prawdopodobieństwo na to że ktoś spróbuje mnie stamtąd wyrzucić wzrosło ostatnimi czasy do 100%. Więc chodzę do męskiej i zero komentarzy/wywalania/gapienia się/cichego obserwowania zwierzyny.